wtorek, 12 listopada 2013

[4] Nevermind. Rozdział 3.


ROZDZIAŁ 3.

Co to za cholerny odgłos? Zjada mi mózg żywcem i niszczy mój błogi sen.Otworzyłem leniwie oczy i leżąc na brzuchu podniosłem głowę. Rozejrzałem się zaspany. Oh, budzik. Przejechałem palcem po ekranie telefonu wyłączając go. Musiałem zapomnieć że go nastawiłem. Odkryłem się z ciepłej kołdry i usiadłem na brzegu. Gołe, rozgrzane stopy dotknęły zimnej podłogi. Wzdrygnąłem się na to uczucie. Muszę kupić kapcie. Przeczesałem ręką potargane włosy i odetchnąłem głęboko. Wstałem i ruszyłem do okna. Odsłoniłem brązowe rolety a światło oślepiło mnie gwałtownie. Zakryłem ręką oczy następnie ruszyłem do łazienki. Po szybkim prysznicu, ubrany i po porannej kawie, założyłem kurtkę i trampki i ruszyłem do miejsca dla którego wstałem tak wcześnie. 8 rano to środek nocy.
Z pomocą komunikacji miejskiej byłem na miejscu już po trzydziestu minutach, więc zgodnie z zegarkiem byłem wcześniej o jakieś dziesięć minut. Niezły wynik. Nad dużym szklanym wejściem był ogromny, biały znak nieskończoności a zaraz pod nim było napisane "Infinity Restaurant". Wszedłem niepewnie do środka z tchem zapartym w piersiach. Już za szkłem było widać jak zaskakujące jest wnętrze. Oczywiście wiedziałem jak wygląda, internet pomaga w życiu ludzi, ale w rzeczywistości prezentowało się jeszcze lepiej. Panowała tam raczej mało kreatywna gama kolorystyczna, sam brąz i złoto, ale i tak wszystko wyglądało na ekstrawaganckie i drogie. Żałowałem tego jak się ubrałem. Odkąd przeszedłem próg, wiedziałem że trampki i koszulka w paski nie będą współgrać z taką elegancją. Idąc w stronę kontuaru przyglądałem się sobie w przejrzystej podłodze. Była koloru grafitowej czerni.
- Witam, w czym mogę pomóc? - słysząc te słowa szybko podniosłem głowę.
Wypowiedział je elegancko ubrany mężczyzna stojący za blatem. Patrzył na mnie z pewnym pożałowaniem. Nie dziwiłem mu się. Zanim odpowiedziałem, wyprostowałem plecy i odchrząknąłem by sprawić by mój głos był niższy.
- Umówiłem się na spotkanie o pracę.
- Nazwisko? - Jeju... odpowiedział tak szybko że nawet nie zdążyłem się zastanowić nad tym jak śmiesznie zabrzmiałem.
- Tomlinson.
Spuściłem wzrok na sporą księgę na której leżała mała karteczka z wyraźnie napisanym moim imieniem i nazwiskiem. Mężczyzna przewrócił parę kartek i przejechał po wybranej stronie palcem, następnie zrobił to ponownie. Co to ma być? Próbuje mnie wystraszyć że nie jestem zapisany, czy jak? Dopiero po chwili wrócił do pierwszej strony na której leżał skrawek papieru.
- Proszę iść tamtym korytarzem – podniósł gwałtownie rękę wskazując miejsce po mojej prawej stronie. - następnie do drzwi nad którymi jest napisane nazwisko dyrektora.
Podziękowałem i ruszyłem tam gdzie zostałem pokierowany. Odwróciłem się tylko ostatni raz by zobaczyć go jak lizodupnie całuje dłoń pewnej elegancko ubranej kobiecie. Gnój. Jeżeli będę tutaj pracować to czuję że się nie polubimy. Idąc denerwowałem się do tego stopnia że zacząłem się bawić sznurkami od mojej bluzy wiążąc je jak się da. Musiałem wyglądać jak jakieś zbłądzone dziecko.
Zapukałem w powłokę z ciemnego drewna. Klamka jak i zawiasy były pozłacane, bo nie wydaje mi się żeby były ze złota. Chociaż może? Po głośnym "Wejść!" wszedłem powoli do środka szykując uśmiech numer 12. To była moja zasada życiowa, uśmiechaj się choćby nie wiem co.
- Dzień dobry, nazywam się Louis Tomlinson i przyszedłem tu...
- Tak tak, do pracy, siadaj tutaj. - koleś ma jakiś problem ze sobą.
Podniosłem na niego wzrok, walczyłem z tym by nie pokazać jak bardzo zaskoczony byłem. Był najwyżej w moim wieku, może nawet i młodszy. Usiadłem posłusznie na skórzanym fotelu stojącym zaraz naprzeciw ogromnego biurka. Oparł łokcie na drewnianym blacie, a głowę na splecionych dłoniach.
- Jak już wiesz nazywam się Pan Harold Styles - powiedział z niewyobrażalną dumą w glosie, oczywiście nie zapominając o dodaniu "Pan". - przejrzałem wszystkie twoje papiery i jak na razie będziesz startować od kelnera.
Ucieszyłem się ogromnie słysząc to, ostatnie czego chciałem to siedzenie po szyje na zmywaku.
- Zaczynasz dzisiaj. - dodał po chwili.
Otworzyłem oczy ze zdumienia. Ktoś zapukał do drzwi na co wzdrygnąłem się i odwróciłem w ich stronę. Zza nich wyszła niska blondynka trzymając ogromną ilość papierów. Przytrzymywała je brodą przez co wyglądała komicznie a za razem słodko. Już czułem że ją lubię przez to że była pierwszą "nie sztywniacką" i pseudo elegancką osobą jaką tu spotkałem.
- Dokumenty o które pan prosił. - odłożyła stosik na róg biurka i poprawiła czarną ołówkową spódnicę.
Spojrzała na mnie gwałtownie a następnie na dyrektora. Wydawała się zmieszana.
- Ja... ja przepraszam, nie zauważyłam że ma pan gościa. - skupiła swój wzrok na mnie.
- To nic. - powiedziałem uśmiechając się głupkowato i wzruszyłem ramionami.
Dziewczyna spuściła głowę. Zawstydziła się? Zrobiła szybki w tył zwrot i wyszła. Odwróciłem się w stronę mojego nowego szefa który do tych czas się nie odzywał. Co się właśnie stało?
- Przepraszam bardzo za nią, zawsze była dość nierozgarnięta. - co z tego? Jest urocza, dupku.
Po załatwieniu wszystkich spraw, otrzymaniu grafika oraz z wiedzą gdzie mam się udać następnie, wyszedłem na korytarz. Zanim ruszyłem dalej, stałem w miejscu i czytałem jakiś pieprzony regulamin co do spóźniania się. Prychnąłem sam do siebie i zwinąłem kartkę w kulkę. Spojrzałem ostatni raz w dół przyglądając się sobie w odbiciu w podłodze. O cholera. Zaraz pod brodą miałem zawiązaną kokardkę z sznurków mojej bluzy. Odwiązałem je i plasnąłem ręką o czoło. Jesteś idiotą. No to mamy piękne pierwsze wrażenie.

-----------------------------------

Była już 17. Gdyby to było na miejscu to walnąłbym się na ciemnej i niezwykle czystej podłodze na środku kuchni i leżał tak do śmierci.
- Rusz się ty leniu! - kucharz, który akurat wrócił ze swojej przerwy, krzyknął zgryźliwie w moją stronę.
Właśnie. Przerwa. Kiedy był czas mojej? Dopóki miałem sekundę na wytchnienie ruszyłem do szatni i wyjąłem ze swojej szafki parę skrawków papieru. Był tam napisany cały grafik. Świetnie, przepracowałem godzinną przerwę, która była o 13. Ta wiadomość odebrała mi chęć wrócenia tam, ale ciągle próbowałem sobie przypominać że jeszcze tylko godzina. Jeszcze. Tylko. Godzina. Odebrałem dwa talerze jedzenia od grubasa w białym fartuchu i ruszyłem w stronę stolika z numerkiem 6. Ułożyłem dania delikatnie na białym obrusie z uśmiechem numer 8. Życząc smacznego spojrzałem po kolei na każdą z osób. Kobieta mi się przyglądała. Lilianna? Odwróciłem wzrok i ruszyłem szybko z powrotem. Nie miałem ochoty i siły na jakieś rozmowy bądź, o zgrozo, sprzeczki.

~Lila~

On mnie śledzi? Doznałam takie szoku, że od razu straciłam apetyt.
- Lilianno? Coś się stało?
- Nie, wszystko dobrze, zamyśliłam się. - odczep się. Zapłać mi za to jedzenie i pozwól wrócić do domu. Muszę pamiętać by już nigdy nie umawiać się do tej restauracji.

-------------------------------

- Nie karzę ci się stroić ale chociaż ubierz coś ładniejszego. - powiedziała moja babcia przerywając mi błogie lenistwo. Internet się sam nie sprawdzi.
- Niby po co? - powiedziałam ledwo wyraźnie przeżuwając owsiane ciastko.
- Zaprosiłam dzisiaj Louie'go na kolację! - powiedziała ciesząc się jak głupi do sera i wyszła z mojego pokoju. Zostawiła mnie w kompletnym osłupieniu. Założę się o wszystko że gdy będziemy jeść zakrztuszę się bułką, ochlapię sosem albo kichnę zupą



CZYTASZ = KOMENTUJ

Co się nie podoba? Co się podoba? Ktoś myśli już nad tym co się stanie na kolacji?

Enjoy!

Gif pochodzi stąd

środa, 6 listopada 2013

[3] Nevermind. Rozdział 2.

ROZDZIAŁ 2.

~Louis~

To wręcz niesamowite, ale za razem też przerażające. Po dziesięciu minutach po ich wyjściu wciąż czułem strach, zimny dreszcz przechodzący mi po kręgosłupie. Człowieku, idioto, szczurze. To tylko zwykła dziewczyna. Nie znasz jej. Jest dla Ciebie nikim ważnym. No tak, to prawda.
Ale zieleń tych oczu. Identyczna jak jego.
Pomimo że nie było późno nagle poczułem straszne zmęczenie. Zwróciłem się do sypialni. Była spora ale przytulna. Miałem do dyspozycji duże łóżko. Nawet bardzo. Stało zaraz po lewej stronie. Po prawej była szafa i mała komoda. Ściany były w kolorze kawy z mlekiem. Z resztą, wszystko mi było jedno. Jeżeli mowa o rozpakowywaniu to jakoś mi się nie chciało. Przeciągnąłem szybko koszulkę przez głowę i wyskoczyłem z ciemnych spodni. Po lewej stronie mignęło mi coś podejrzanego. Spojrzałem tam gwałtownie. To było lustro, przestraszyłem się samego siebie. Uśmiechnąłem się nabijając się z własnej osoby. Przyglądałem się chwilę swojej sylwetce. W wielu miejscach miałem blizny. Stare, jasne, widoczne. Zakryłem szybko dłonią klatkę piersiową i gwałtownym ruchem odwróciłem się w stronę łóżka opuszczając głowę. Nie, to wszystko to przeszłość. Przestań.

------------------------------

Księżyc. Dlaczego mnie tak oślepiasz? To Twoja wina że nie mogę spać? W sumie to wręcz logiczne że zmiana otoczenia nie najlepiej wpływa na spanie. Leżałem rozłożony jak Grecki Bóg na białej pościeli, zakrywałem całe łóżko swoim ciałem. Dlaczego? Ponieważ mogłem. W porównaniu do tego w jakich warunkach żyłem do tych czas, to jest tak ekskluzywne że żadne słową nie są w stanie tego opisać. Byłoby prawie idealnie gdybym mógł chociaż zmrużyć oko. Podniosłem się i wziąłem ze stolika mój stary zegarek który zwykle trzymam zapięty na nadgarstku. Godzina 22.23. Podniosłem się i ruszyłem do łazienki. Może prysznic pozwoli jakoś zrelaksować moje ciało? Zdjąłem bokserki i już stałem pod gorącym strumieniem wody. Oparłem się jedną reką o ścianę tuż obok słuchawki i opuściłem głowę. Przyjemne uczucie. Zakręciłem kurek po jakiś dziesięciu minutach stania bez celu. Nie wziąłem ze sobą ręcznika. Brawo. W sumie, i tak mieszkam sam, a co mi tam. Mokry i zwyczajnie goły zwróciłem się w stronę korytarza. Po otwarciu drzwi poczułem nieprzyjemny chłód panujący w domu. Może jednak to był zły pomysł? Podskoczyłem gwałtownie gdy usłyszałem kujący pisk. Zakryłem rękami uszy i odwróciłem się w stronę pochodzenia okropnego dźwięku. Tak, to zdecydowanie był zły pomysł. Wróciłem szybko do łazienki i z trzaskiem zamknąłem drzwi. Oparłem się plecami o drewnianą powłokę.
- Co Ty tutaj robisz?!- krzyknąłem zaskoczony jak i zdenerwowany.
- A co Ty robisz goły w korytarzu do cholery! - odkrzyknęła brunetka.
- Aktualnie jestem już u siebie, więc jakim prawem wchodzisz tutaj jakby nigdy nic!
Nie odpowiedziała. Widocznie zrozumiała że ta sytuacja była jej winą. Zamknąłem oczy i odetchnąłem głośno próbując uspokoić zbyt szybko bijące serce. No nieźle. Dziwne uczucie gdy zupełnie nieznana Ci osoba widzi Cię całkiem nago.

~Lila~

Głupia, głupia, głupia.
Ale co ja poradzę, to przyzwyczajenie. Od pół roku to mieszkanie stało puste.
- Ja... - zaczęłam.- ja zapomniałam kluczy do mojego domu. Musiały mi wypaść z kieszeni płaszcza.
- Szukaj i wychodź. - usłyszałam po chwili.
Też coś. Nie odzywając się zaczęłam oglądać się po korytarzu. Gdzie one są?
- Em... jeżeli już tam jesteś, mogłabyś mi podać ręcznik z mojej walizki? Teraz będę się bał z deka wyjść... taki.
- Gdzie jest? - powiedziałam śmiejąc się głośno. W tym momencie wolę się śmiać niż się czerwienić jak rasowy burak.
- Zaraz na wierzchu.
Po chwili, stukając obcasami, zmierzałam z dużym miękkim materiałem w stronę łazienki. Zapukałam delikatnie a powłoka lekko się uchyliła, wsunęłam kawałek do środka. Brunet złapał za tą część i pociągnął a następnie zamknął szybko drzwi. Odsunęłam się wzdychając i postanowiłam kontynuować szukanie mojej zguby. Odwróciłam głowę gdy usłyszałam że chłopak wychodzi na zewnątrz. W jednej chwili zrobiło mi się gorąco. Mokre włosy odstawały na różne strony. Na jego ładnej, wyrzeźbionej klatce piersiowej spoczywało parę kropli wody oraz pojedyncze białe blizny. Dolną część zakrywał białym ręcznikiem który osobiście mu podałam.
- Przestań się gapić.
Wstrzymałam oddech i szybko odwróciłam wzrok. Czerwień oblała całą moją twarz. Zdałam sobie sprawę jak bezczelnie mu się przyglądałam. Ale przyznaję, widok był nie najgorszy. Chciałam oprzeć rękę o moją talię robiąc pozę w stylu "nic się nie stało" ale poczułam opór. Stał tuż obok mnie, a ja nieświadomie uderzyłam go łokciem w brzuch. Gdy na niego spojrzałam, akurat pocierał miejsce swoich żeber ze skrzywioną miną.
- Tam są, - powiedział wskazując palcem na miejsce w rogu zaraz obok drzwi. - weź je i wyjdź. No błagam.
Szybko złapałam za klucze i z prędkością światła wybiegłam z mieszkania. Nie powiedziałam nic. Chyba nigdy w życiu się tak nie wstydziłam.

________________________________________________________

CZYTASZ = KOMENTUJ.
Bardzo proszę, to daje dużo motywacji :)