16.56
Kurwa mać i trzy fryty.
16.57
- Chodź jeszcze na chwile gówniarzu!
Westchnąłem i ociężale zwróciłem się w stronę salonu. Ruszyłem przez obskurny korytarz. Niegdyś na tych ścianach była zielona tapeta którą tak bardzo lubiłem. Stąpając niechętnie, usłyszałem trzeszczące dźwięki które wydawały stare panele.
- Rusz się kurwa!
Przyspieszyłem nieznacznie kroku. Stanąłem w progu w którym kiedyś były drzwi. Zostały wyłamane w trakcie kolejnego ataku furii. Nie odezwałem się, czekałem aż po prostu poczuje moją obecność.
Odwrócił i spojrzał na mnie swoimi zielonymi oczami. Oczami których tak bardzo nienawidzę. Nie ruszając się z fotela, podniósł swoją obrzydliwą dłoń i palcem wskazującym pokazał na pilot który leżał kawałek dalej na podłodze. Ruszyłem się i posłusznie schyliłem po przedmiot. Już miałem go w dłoni gdy poczułem okropny ból. Tak bardzo mnie zaskoczył że upuściłem pilot. Uczucie ciągnięcia sprawiło że podniosłem głowę wyżej. Miałem przed sobą jego okropną twarz. Skrzywił się i ścisnął z całej siły moje włosy. Poczułem jakby urywał mi cały skalp. Jęknąłem boleśnie, ale starałem się utrzymać z nim kontakt wzrokowy. Dokładnie tak jak uczył.
- I patrz co zrobiłeś szczurze. Upuściłeś go. - zabrzmiał jego niski głos. Jego oddech był okropny.
Ciągle trzymając moją głowę w jednym miejscu schylił się i podniósł małe, szare urządzenie. Pomachał mi nim przed nosem, prawie jak palcem.
- I tak jesteś i zawsze będziesz nikim. - powiedział po tym gdy przysunął swoje usta do mojego ucha.
Otworzył rękę a ja lekko opadłem niżej. Ból był nie do zniesienia. Odwrócił się i dalej obojętnym wzrokiem oglądał mecz. Wstałem gwałtownie na proste nogi z ręką masującą mój skalp. Odwróciłem się niepewnie i ruszyłem z powrotem do swojego pokoju.
Kurwa mać i trzy fryty.
16.57
- Chodź jeszcze na chwile gówniarzu!
Westchnąłem i ociężale zwróciłem się w stronę salonu. Ruszyłem przez obskurny korytarz. Niegdyś na tych ścianach była zielona tapeta którą tak bardzo lubiłem. Stąpając niechętnie, usłyszałem trzeszczące dźwięki które wydawały stare panele.
- Rusz się kurwa!
Przyspieszyłem nieznacznie kroku. Stanąłem w progu w którym kiedyś były drzwi. Zostały wyłamane w trakcie kolejnego ataku furii. Nie odezwałem się, czekałem aż po prostu poczuje moją obecność.
Odwrócił i spojrzał na mnie swoimi zielonymi oczami. Oczami których tak bardzo nienawidzę. Nie ruszając się z fotela, podniósł swoją obrzydliwą dłoń i palcem wskazującym pokazał na pilot który leżał kawałek dalej na podłodze. Ruszyłem się i posłusznie schyliłem po przedmiot. Już miałem go w dłoni gdy poczułem okropny ból. Tak bardzo mnie zaskoczył że upuściłem pilot. Uczucie ciągnięcia sprawiło że podniosłem głowę wyżej. Miałem przed sobą jego okropną twarz. Skrzywił się i ścisnął z całej siły moje włosy. Poczułem jakby urywał mi cały skalp. Jęknąłem boleśnie, ale starałem się utrzymać z nim kontakt wzrokowy. Dokładnie tak jak uczył.
- I patrz co zrobiłeś szczurze. Upuściłeś go. - zabrzmiał jego niski głos. Jego oddech był okropny.
Ciągle trzymając moją głowę w jednym miejscu schylił się i podniósł małe, szare urządzenie. Pomachał mi nim przed nosem, prawie jak palcem.
- I tak jesteś i zawsze będziesz nikim. - powiedział po tym gdy przysunął swoje usta do mojego ucha.
Otworzył rękę a ja lekko opadłem niżej. Ból był nie do zniesienia. Odwrócił się i dalej obojętnym wzrokiem oglądał mecz. Wstałem gwałtownie na proste nogi z ręką masującą mój skalp. Odwróciłem się niepewnie i ruszyłem z powrotem do swojego pokoju.
17.08
Rozdzwonił się dźwięk domofonu. Do
tego czasu siedziałem spięty i oglądałem swoje palce. Gdy
usłyszałem wspaniały odgłos mający głosić koniec tego
wszystkiego, wstałem gwałtownie. Złapałem swoją walizkę i
plecak i w mgnieniu oka byłem na klatce schodowej. Przez otwarte
drzwi ostatni raz rzuciłem okiem na mieszkanie. Tyle wspomnień.
Okropnych wspomnień. Zamknąłem je z trzaskiem i szybko zbiegałem
schodami na sam dół. Wybiegając z klatki ujrzałem wspaniały,
żółty pojazd na który tyle czekałem. Po chwili byłem już w
środku i wykrzyczałem słowa o wypowiedzeniu których myślałem
już od tygodnia.
- Na lotnisko w Troon!
----------------------------------------------
Dojechanie tam gdzie trzeba i lot nie
trwały długo. Może z godzinę, może dwie. Mogło by to trwać i z tydzień, ale i tak pewnie bym czuł jakby było to 5 minut.
Przeszedłem przed szklane drzwi obrotowe i wtedy to poczułem. Tą
wolność. Ten napływ odrobiny szczęścia. Zaczynam nowe życie.
Londyn – mój nowy dom.
Zadbałem o każdy szczegół. W
internecie można sprawdzić wszystko. Wiedziałem w jaki autobus
wsiąść. Następnie wiedziałem gdzie wysiąść by dojść do
mieszkania na które skrzętnie oszczędzałem prawie przez całe
życie. Wynająłem je telefonicznie i byłem zdany wyłącznie na
zaufanie głosowi miłej staruszki i zdjęciom wstawionym na stronę
ogłoszeniową. Ale co miałem do stracenia? Zapewne mniej niż nic.
Po dotarciu pod drzwi bloku nacisnąłem
na guzik domofonu. Usłyszałem cichy odgłos powoli podnoszonej
słuchawki i ciężkich wzdechnięć.
- Halo? - powiedziała słabym głosem osoba.
W tamtym momencie poczułem dreszcze a kącki ust mimowolnie podniosły się ku górze. Nie umiem powiedzieć dlaczego ani nawet dokładnie co to za uczucie. Opisuję je jako radość, ale zapewne było to coś jeszcze.
- Dzień Dobry panno Pearl, tutaj Louis. - powiedziałem uśmiechając się sam do siebie.
- Louie! Wejdź, wejdź! - wykrzyczała.
Wspiąłem się na wyjątkowo strome schody i przeszedłem świeżo pomalowaną klatką wprost pod drzwi nad którymi widniał numerek "18". Uchyliły się delikatnie a tuż za nimi chowała się mała kobieta. Gdy spojrzała w górę i mnie ujrzała momentalnie pokazała wyjątkowo proste, zapewne sztuczne, zęby i ręką zaprosiła mnie do środka. Mieszkanie było dokładnie takie jak na zdjęciach. Każdy pokój był wyposażony w niezbędne meble. Była sypialnia, salon z aneksem kuchennym i łazienka.
- Słuchaj słonko, - zaczęła staruszka, na jej słowa się odwróciłem i ujrzałem jak ciepły ma uśmiech. - zaraz zostawię cię samego z twoim nowym domem ponieważ moja wnuczka po mnie przyjeżdża.
Oh. Nie no, nie oczekiwałem że będzie ona ze mną mieszkać, w końcu gdzie by spała? Ale pomyślałem że mogłaby zostać na trochę dłużej, potrzebowałem obecności kogoś... takiego.
Pomachałem głową z nieco smutnym uśmiechem i rozejrzałem się jeszcze raz po mieszkaniu. W tamtym momencie drzwi otworzyły się z dosyć głośny hukiem. Podskoczyłem w miejscu i odwróciłem się w ich stronę.
- Babciu! Szybko, zaraz się spóźnimy! - powiedziała nieco wyższym tonem kobieta która wpadła do środka i zaczęła pomagać staruszce w ubraniu płaszcza.
Nie widziała mnie. Chyba z powodu pośpiechu kompletnie zapomniała po co pani Pearl tutaj była. Co było dziwne bo stałem dosłownie parę kroków dalej. Gdy chciała szybko podejść po buty zahaczyła czubkiem jej botka o dywanik leżący na ziemi niedaleko drewnianych wieszaków.
~Lila~
Znowu mnie przytrzymali w tej cholernej pracy. I znowu musiałam poganiać tą biedną kobietę. Te masaże miały jej pomóc z jej reumatyzmem. No cóż, starość nie radość. Do tego ubrałam tego dnia botki na obcasie więc moje ruchy były nie do końca sprawne. Gdy dreptałam w stronę jej butów, poczułam lekki opór w prawej nodze a potem z przerażeniem odkryłam że lecę w przód. Nie poczułam uderzenia, więc otworzyłam oczy. Zobaczyłam że coś mnie powstrzymało przed upadkiem. A raczej ktoś. Patrzyłam zszokowana na jego twarz. Następnie w oczy. Niebieskie tęczówki odwróciły się od moich. Stanęłam na proste nogi.
- Boże święty, Lilianno! - wykrzyczała moja babcia. - Dobrze że Louie tutaj był!
- Louie? - odwróciłam się w jej stronę.
Odsunęłam się od niego na bezpieczną odległość. Co to za typ?
- Przecież Ci mówiłam, że znowu je wynajmuję. - powiedziała lekko zdenerwowana.
No prawda, zapomniałam.
- Lilianno, to jest Louis.
Gdy jej wzrok spoczął na nim od razu zagościł na jej twarzy szczery uśmiech. Coś podobnego.
- Louis, to moja wnuczka Lilianna.
Odwróciłam się w jego stronę i oboje machnęliśmy głowami. Wysiliłam się na uśmiech. Lecz on nawet na mnie nie patrzył. Phi.
_____________________________________________________
Zaczęłam pisać nowe opowiadanie. Mam nadzieję że się przyjmie. Napiszcie w komentarzach co myślicie, co wam się nie podoba, co się podoba, co mogę zmienić. Pisać dalej?
Bardzo proszę o komentarze! To bardzo pomaga!
- Halo? - powiedziała słabym głosem osoba.
W tamtym momencie poczułem dreszcze a kącki ust mimowolnie podniosły się ku górze. Nie umiem powiedzieć dlaczego ani nawet dokładnie co to za uczucie. Opisuję je jako radość, ale zapewne było to coś jeszcze.
- Dzień Dobry panno Pearl, tutaj Louis. - powiedziałem uśmiechając się sam do siebie.
- Louie! Wejdź, wejdź! - wykrzyczała.
Wspiąłem się na wyjątkowo strome schody i przeszedłem świeżo pomalowaną klatką wprost pod drzwi nad którymi widniał numerek "18". Uchyliły się delikatnie a tuż za nimi chowała się mała kobieta. Gdy spojrzała w górę i mnie ujrzała momentalnie pokazała wyjątkowo proste, zapewne sztuczne, zęby i ręką zaprosiła mnie do środka. Mieszkanie było dokładnie takie jak na zdjęciach. Każdy pokój był wyposażony w niezbędne meble. Była sypialnia, salon z aneksem kuchennym i łazienka.
- Słuchaj słonko, - zaczęła staruszka, na jej słowa się odwróciłem i ujrzałem jak ciepły ma uśmiech. - zaraz zostawię cię samego z twoim nowym domem ponieważ moja wnuczka po mnie przyjeżdża.
Oh. Nie no, nie oczekiwałem że będzie ona ze mną mieszkać, w końcu gdzie by spała? Ale pomyślałem że mogłaby zostać na trochę dłużej, potrzebowałem obecności kogoś... takiego.
Pomachałem głową z nieco smutnym uśmiechem i rozejrzałem się jeszcze raz po mieszkaniu. W tamtym momencie drzwi otworzyły się z dosyć głośny hukiem. Podskoczyłem w miejscu i odwróciłem się w ich stronę.
- Babciu! Szybko, zaraz się spóźnimy! - powiedziała nieco wyższym tonem kobieta która wpadła do środka i zaczęła pomagać staruszce w ubraniu płaszcza.
Nie widziała mnie. Chyba z powodu pośpiechu kompletnie zapomniała po co pani Pearl tutaj była. Co było dziwne bo stałem dosłownie parę kroków dalej. Gdy chciała szybko podejść po buty zahaczyła czubkiem jej botka o dywanik leżący na ziemi niedaleko drewnianych wieszaków.
~Lila~
Znowu mnie przytrzymali w tej cholernej pracy. I znowu musiałam poganiać tą biedną kobietę. Te masaże miały jej pomóc z jej reumatyzmem. No cóż, starość nie radość. Do tego ubrałam tego dnia botki na obcasie więc moje ruchy były nie do końca sprawne. Gdy dreptałam w stronę jej butów, poczułam lekki opór w prawej nodze a potem z przerażeniem odkryłam że lecę w przód. Nie poczułam uderzenia, więc otworzyłam oczy. Zobaczyłam że coś mnie powstrzymało przed upadkiem. A raczej ktoś. Patrzyłam zszokowana na jego twarz. Następnie w oczy. Niebieskie tęczówki odwróciły się od moich. Stanęłam na proste nogi.
- Boże święty, Lilianno! - wykrzyczała moja babcia. - Dobrze że Louie tutaj był!
- Louie? - odwróciłam się w jej stronę.
Odsunęłam się od niego na bezpieczną odległość. Co to za typ?
- Przecież Ci mówiłam, że znowu je wynajmuję. - powiedziała lekko zdenerwowana.
No prawda, zapomniałam.
- Lilianno, to jest Louis.
Gdy jej wzrok spoczął na nim od razu zagościł na jej twarzy szczery uśmiech. Coś podobnego.
- Louis, to moja wnuczka Lilianna.
Odwróciłam się w jego stronę i oboje machnęliśmy głowami. Wysiliłam się na uśmiech. Lecz on nawet na mnie nie patrzył. Phi.
_____________________________________________________
Zaczęłam pisać nowe opowiadanie. Mam nadzieję że się przyjmie. Napiszcie w komentarzach co myślicie, co wam się nie podoba, co się podoba, co mogę zmienić. Pisać dalej?
Bardzo proszę o komentarze! To bardzo pomaga!