ROZDZIAŁ 3.
Co to za cholerny odgłos? Zjada mi mózg żywcem i niszczy mój błogi sen.Otworzyłem leniwie oczy i leżąc na brzuchu podniosłem głowę. Rozejrzałem się zaspany. Oh, budzik. Przejechałem palcem po ekranie telefonu wyłączając go. Musiałem zapomnieć że go nastawiłem. Odkryłem się z ciepłej kołdry i usiadłem na brzegu. Gołe, rozgrzane stopy dotknęły zimnej podłogi. Wzdrygnąłem się na to uczucie. Muszę kupić kapcie. Przeczesałem ręką potargane włosy i odetchnąłem głęboko. Wstałem i ruszyłem do okna. Odsłoniłem brązowe rolety a światło oślepiło mnie gwałtownie. Zakryłem ręką oczy następnie ruszyłem do łazienki. Po szybkim prysznicu, ubrany i po porannej kawie, założyłem kurtkę i trampki i ruszyłem do miejsca dla którego wstałem tak wcześnie. 8 rano to środek nocy.
Z pomocą komunikacji miejskiej byłem na miejscu już po trzydziestu minutach, więc zgodnie z zegarkiem byłem wcześniej o jakieś dziesięć minut. Niezły wynik. Nad dużym szklanym wejściem był ogromny, biały znak nieskończoności a zaraz pod nim było napisane "Infinity Restaurant". Wszedłem niepewnie do środka z tchem zapartym w piersiach. Już za szkłem było widać jak zaskakujące jest wnętrze. Oczywiście wiedziałem jak wygląda, internet pomaga w życiu ludzi, ale w rzeczywistości prezentowało się jeszcze lepiej. Panowała tam raczej mało kreatywna gama kolorystyczna, sam brąz i złoto, ale i tak wszystko wyglądało na ekstrawaganckie i drogie. Żałowałem tego jak się ubrałem. Odkąd przeszedłem próg, wiedziałem że trampki i koszulka w paski nie będą współgrać z taką elegancją. Idąc w stronę kontuaru przyglądałem się sobie w przejrzystej podłodze. Była koloru grafitowej czerni.
- Witam, w czym mogę pomóc? - słysząc te słowa szybko podniosłem głowę.
Wypowiedział je elegancko ubrany mężczyzna stojący za blatem. Patrzył na mnie z pewnym pożałowaniem. Nie dziwiłem mu się. Zanim odpowiedziałem, wyprostowałem plecy i odchrząknąłem by sprawić by mój głos był niższy.
- Umówiłem się na spotkanie o pracę.
- Nazwisko? - Jeju... odpowiedział tak szybko że nawet nie zdążyłem się zastanowić nad tym jak śmiesznie zabrzmiałem.
- Tomlinson.
Spuściłem wzrok na sporą księgę na której leżała mała karteczka z wyraźnie napisanym moim imieniem i nazwiskiem. Mężczyzna przewrócił parę kartek i przejechał po wybranej stronie palcem, następnie zrobił to ponownie. Co to ma być? Próbuje mnie wystraszyć że nie jestem zapisany, czy jak? Dopiero po chwili wrócił do pierwszej strony na której leżał skrawek papieru.
- Proszę iść tamtym korytarzem – podniósł gwałtownie rękę wskazując miejsce po mojej prawej stronie. - następnie do drzwi nad którymi jest napisane nazwisko dyrektora.
Podziękowałem i ruszyłem tam gdzie zostałem pokierowany. Odwróciłem się tylko ostatni raz by zobaczyć go jak lizodupnie całuje dłoń pewnej elegancko ubranej kobiecie. Gnój. Jeżeli będę tutaj pracować to czuję że się nie polubimy. Idąc denerwowałem się do tego stopnia że zacząłem się bawić sznurkami od mojej bluzy wiążąc je jak się da. Musiałem wyglądać jak jakieś zbłądzone dziecko.
Zapukałem w powłokę z ciemnego drewna. Klamka jak i zawiasy były pozłacane, bo nie wydaje mi się żeby były ze złota. Chociaż może? Po głośnym "Wejść!" wszedłem powoli do środka szykując uśmiech numer 12. To była moja zasada życiowa, uśmiechaj się choćby nie wiem co.
- Dzień dobry, nazywam się Louis Tomlinson i przyszedłem tu...
- Tak tak, do pracy, siadaj tutaj. - koleś ma jakiś problem ze sobą.
Podniosłem na niego wzrok, walczyłem z tym by nie pokazać jak bardzo zaskoczony byłem. Był najwyżej w moim wieku, może nawet i młodszy. Usiadłem posłusznie na skórzanym fotelu stojącym zaraz naprzeciw ogromnego biurka. Oparł łokcie na drewnianym blacie, a głowę na splecionych dłoniach.
- Jak już wiesz nazywam się Pan Harold Styles - powiedział z niewyobrażalną dumą w glosie, oczywiście nie zapominając o dodaniu "Pan". - przejrzałem wszystkie twoje papiery i jak na razie będziesz startować od kelnera.
Ucieszyłem się ogromnie słysząc to, ostatnie czego chciałem to siedzenie po szyje na zmywaku.
- Zaczynasz dzisiaj. - dodał po chwili.
Otworzyłem oczy ze zdumienia. Ktoś zapukał do drzwi na co wzdrygnąłem się i odwróciłem w ich stronę. Zza nich wyszła niska blondynka trzymając ogromną ilość papierów. Przytrzymywała je brodą przez co wyglądała komicznie a za razem słodko. Już czułem że ją lubię przez to że była pierwszą "nie sztywniacką" i pseudo elegancką osobą jaką tu spotkałem.
- Dokumenty o które pan prosił. - odłożyła stosik na róg biurka i poprawiła czarną ołówkową spódnicę.
Spojrzała na mnie gwałtownie a następnie na dyrektora. Wydawała się zmieszana.
- Ja... ja przepraszam, nie zauważyłam że ma pan gościa. - skupiła swój wzrok na mnie.
- To nic. - powiedziałem uśmiechając się głupkowato i wzruszyłem ramionami.
Dziewczyna spuściła głowę. Zawstydziła się? Zrobiła szybki w tył zwrot i wyszła. Odwróciłem się w stronę mojego nowego szefa który do tych czas się nie odzywał. Co się właśnie stało?
- Przepraszam bardzo za nią, zawsze była dość nierozgarnięta. - co z tego? Jest urocza, dupku.
Po załatwieniu wszystkich spraw, otrzymaniu grafika oraz z wiedzą gdzie mam się udać następnie, wyszedłem na korytarz. Zanim ruszyłem dalej, stałem w miejscu i czytałem jakiś pieprzony regulamin co do spóźniania się. Prychnąłem sam do siebie i zwinąłem kartkę w kulkę. Spojrzałem ostatni raz w dół przyglądając się sobie w odbiciu w podłodze. O cholera. Zaraz pod brodą miałem zawiązaną kokardkę z sznurków mojej bluzy. Odwiązałem je i plasnąłem ręką o czoło. Jesteś idiotą. No to mamy piękne pierwsze wrażenie.
-----------------------------------
Była już 17. Gdyby to było na miejscu to walnąłbym się na ciemnej i niezwykle czystej podłodze na środku kuchni i leżał tak do śmierci.
- Rusz się ty leniu! - kucharz, który akurat wrócił ze swojej przerwy, krzyknął zgryźliwie w moją stronę.
Właśnie. Przerwa. Kiedy był czas mojej? Dopóki miałem sekundę na wytchnienie ruszyłem do szatni i wyjąłem ze swojej szafki parę skrawków papieru. Był tam napisany cały grafik. Świetnie, przepracowałem godzinną przerwę, która była o 13. Ta wiadomość odebrała mi chęć wrócenia tam, ale ciągle próbowałem sobie przypominać że jeszcze tylko godzina. Jeszcze. Tylko. Godzina. Odebrałem dwa talerze jedzenia od grubasa w białym fartuchu i ruszyłem w stronę stolika z numerkiem 6. Ułożyłem dania delikatnie na białym obrusie z uśmiechem numer 8. Życząc smacznego spojrzałem po kolei na każdą z osób. Kobieta mi się przyglądała. Lilianna? Odwróciłem wzrok i ruszyłem szybko z powrotem. Nie miałem ochoty i siły na jakieś rozmowy bądź, o zgrozo, sprzeczki.
~Lila~
On mnie śledzi? Doznałam takie szoku, że od razu straciłam apetyt.
- Lilianno? Coś się stało?
- Nie, wszystko dobrze, zamyśliłam się. - odczep się. Zapłać mi za to jedzenie i pozwól wrócić do domu. Muszę pamiętać by już nigdy nie umawiać się do tej restauracji.
-------------------------------
- Nie karzę ci się stroić ale chociaż ubierz coś ładniejszego. - powiedziała moja babcia przerywając mi błogie lenistwo. Internet się sam nie sprawdzi.
- Niby po co? - powiedziałam ledwo wyraźnie przeżuwając owsiane ciastko.
- Zaprosiłam dzisiaj Louie'go na kolację! - powiedziała ciesząc się jak głupi do sera i wyszła z mojego pokoju. Zostawiła mnie w kompletnym osłupieniu. Założę się o wszystko że gdy będziemy jeść zakrztuszę się bułką, ochlapię sosem albo kichnę zupą

CZYTASZ = KOMENTUJ
Co się nie podoba? Co się podoba? Ktoś myśli już nad tym co się stanie na kolacji?
Enjoy!
Gif pochodzi stąd
Co to za cholerny odgłos? Zjada mi mózg żywcem i niszczy mój błogi sen.Otworzyłem leniwie oczy i leżąc na brzuchu podniosłem głowę. Rozejrzałem się zaspany. Oh, budzik. Przejechałem palcem po ekranie telefonu wyłączając go. Musiałem zapomnieć że go nastawiłem. Odkryłem się z ciepłej kołdry i usiadłem na brzegu. Gołe, rozgrzane stopy dotknęły zimnej podłogi. Wzdrygnąłem się na to uczucie. Muszę kupić kapcie. Przeczesałem ręką potargane włosy i odetchnąłem głęboko. Wstałem i ruszyłem do okna. Odsłoniłem brązowe rolety a światło oślepiło mnie gwałtownie. Zakryłem ręką oczy następnie ruszyłem do łazienki. Po szybkim prysznicu, ubrany i po porannej kawie, założyłem kurtkę i trampki i ruszyłem do miejsca dla którego wstałem tak wcześnie. 8 rano to środek nocy.
Z pomocą komunikacji miejskiej byłem na miejscu już po trzydziestu minutach, więc zgodnie z zegarkiem byłem wcześniej o jakieś dziesięć minut. Niezły wynik. Nad dużym szklanym wejściem był ogromny, biały znak nieskończoności a zaraz pod nim było napisane "Infinity Restaurant". Wszedłem niepewnie do środka z tchem zapartym w piersiach. Już za szkłem było widać jak zaskakujące jest wnętrze. Oczywiście wiedziałem jak wygląda, internet pomaga w życiu ludzi, ale w rzeczywistości prezentowało się jeszcze lepiej. Panowała tam raczej mało kreatywna gama kolorystyczna, sam brąz i złoto, ale i tak wszystko wyglądało na ekstrawaganckie i drogie. Żałowałem tego jak się ubrałem. Odkąd przeszedłem próg, wiedziałem że trampki i koszulka w paski nie będą współgrać z taką elegancją. Idąc w stronę kontuaru przyglądałem się sobie w przejrzystej podłodze. Była koloru grafitowej czerni.
- Witam, w czym mogę pomóc? - słysząc te słowa szybko podniosłem głowę.
Wypowiedział je elegancko ubrany mężczyzna stojący za blatem. Patrzył na mnie z pewnym pożałowaniem. Nie dziwiłem mu się. Zanim odpowiedziałem, wyprostowałem plecy i odchrząknąłem by sprawić by mój głos był niższy.
- Umówiłem się na spotkanie o pracę.
- Nazwisko? - Jeju... odpowiedział tak szybko że nawet nie zdążyłem się zastanowić nad tym jak śmiesznie zabrzmiałem.
- Tomlinson.
Spuściłem wzrok na sporą księgę na której leżała mała karteczka z wyraźnie napisanym moim imieniem i nazwiskiem. Mężczyzna przewrócił parę kartek i przejechał po wybranej stronie palcem, następnie zrobił to ponownie. Co to ma być? Próbuje mnie wystraszyć że nie jestem zapisany, czy jak? Dopiero po chwili wrócił do pierwszej strony na której leżał skrawek papieru.
- Proszę iść tamtym korytarzem – podniósł gwałtownie rękę wskazując miejsce po mojej prawej stronie. - następnie do drzwi nad którymi jest napisane nazwisko dyrektora.
Podziękowałem i ruszyłem tam gdzie zostałem pokierowany. Odwróciłem się tylko ostatni raz by zobaczyć go jak lizodupnie całuje dłoń pewnej elegancko ubranej kobiecie. Gnój. Jeżeli będę tutaj pracować to czuję że się nie polubimy. Idąc denerwowałem się do tego stopnia że zacząłem się bawić sznurkami od mojej bluzy wiążąc je jak się da. Musiałem wyglądać jak jakieś zbłądzone dziecko.
Zapukałem w powłokę z ciemnego drewna. Klamka jak i zawiasy były pozłacane, bo nie wydaje mi się żeby były ze złota. Chociaż może? Po głośnym "Wejść!" wszedłem powoli do środka szykując uśmiech numer 12. To była moja zasada życiowa, uśmiechaj się choćby nie wiem co.
- Dzień dobry, nazywam się Louis Tomlinson i przyszedłem tu...
- Tak tak, do pracy, siadaj tutaj. - koleś ma jakiś problem ze sobą.
Podniosłem na niego wzrok, walczyłem z tym by nie pokazać jak bardzo zaskoczony byłem. Był najwyżej w moim wieku, może nawet i młodszy. Usiadłem posłusznie na skórzanym fotelu stojącym zaraz naprzeciw ogromnego biurka. Oparł łokcie na drewnianym blacie, a głowę na splecionych dłoniach.
- Jak już wiesz nazywam się Pan Harold Styles - powiedział z niewyobrażalną dumą w glosie, oczywiście nie zapominając o dodaniu "Pan". - przejrzałem wszystkie twoje papiery i jak na razie będziesz startować od kelnera.
Ucieszyłem się ogromnie słysząc to, ostatnie czego chciałem to siedzenie po szyje na zmywaku.
- Zaczynasz dzisiaj. - dodał po chwili.
Otworzyłem oczy ze zdumienia. Ktoś zapukał do drzwi na co wzdrygnąłem się i odwróciłem w ich stronę. Zza nich wyszła niska blondynka trzymając ogromną ilość papierów. Przytrzymywała je brodą przez co wyglądała komicznie a za razem słodko. Już czułem że ją lubię przez to że była pierwszą "nie sztywniacką" i pseudo elegancką osobą jaką tu spotkałem.
- Dokumenty o które pan prosił. - odłożyła stosik na róg biurka i poprawiła czarną ołówkową spódnicę.
Spojrzała na mnie gwałtownie a następnie na dyrektora. Wydawała się zmieszana.
- Ja... ja przepraszam, nie zauważyłam że ma pan gościa. - skupiła swój wzrok na mnie.
- To nic. - powiedziałem uśmiechając się głupkowato i wzruszyłem ramionami.
Dziewczyna spuściła głowę. Zawstydziła się? Zrobiła szybki w tył zwrot i wyszła. Odwróciłem się w stronę mojego nowego szefa który do tych czas się nie odzywał. Co się właśnie stało?
- Przepraszam bardzo za nią, zawsze była dość nierozgarnięta. - co z tego? Jest urocza, dupku.
Po załatwieniu wszystkich spraw, otrzymaniu grafika oraz z wiedzą gdzie mam się udać następnie, wyszedłem na korytarz. Zanim ruszyłem dalej, stałem w miejscu i czytałem jakiś pieprzony regulamin co do spóźniania się. Prychnąłem sam do siebie i zwinąłem kartkę w kulkę. Spojrzałem ostatni raz w dół przyglądając się sobie w odbiciu w podłodze. O cholera. Zaraz pod brodą miałem zawiązaną kokardkę z sznurków mojej bluzy. Odwiązałem je i plasnąłem ręką o czoło. Jesteś idiotą. No to mamy piękne pierwsze wrażenie.
-----------------------------------
Była już 17. Gdyby to było na miejscu to walnąłbym się na ciemnej i niezwykle czystej podłodze na środku kuchni i leżał tak do śmierci.
- Rusz się ty leniu! - kucharz, który akurat wrócił ze swojej przerwy, krzyknął zgryźliwie w moją stronę.
Właśnie. Przerwa. Kiedy był czas mojej? Dopóki miałem sekundę na wytchnienie ruszyłem do szatni i wyjąłem ze swojej szafki parę skrawków papieru. Był tam napisany cały grafik. Świetnie, przepracowałem godzinną przerwę, która była o 13. Ta wiadomość odebrała mi chęć wrócenia tam, ale ciągle próbowałem sobie przypominać że jeszcze tylko godzina. Jeszcze. Tylko. Godzina. Odebrałem dwa talerze jedzenia od grubasa w białym fartuchu i ruszyłem w stronę stolika z numerkiem 6. Ułożyłem dania delikatnie na białym obrusie z uśmiechem numer 8. Życząc smacznego spojrzałem po kolei na każdą z osób. Kobieta mi się przyglądała. Lilianna? Odwróciłem wzrok i ruszyłem szybko z powrotem. Nie miałem ochoty i siły na jakieś rozmowy bądź, o zgrozo, sprzeczki.
~Lila~
On mnie śledzi? Doznałam takie szoku, że od razu straciłam apetyt.
- Lilianno? Coś się stało?
- Nie, wszystko dobrze, zamyśliłam się. - odczep się. Zapłać mi za to jedzenie i pozwól wrócić do domu. Muszę pamiętać by już nigdy nie umawiać się do tej restauracji.
-------------------------------
- Nie karzę ci się stroić ale chociaż ubierz coś ładniejszego. - powiedziała moja babcia przerywając mi błogie lenistwo. Internet się sam nie sprawdzi.
- Niby po co? - powiedziałam ledwo wyraźnie przeżuwając owsiane ciastko.
- Zaprosiłam dzisiaj Louie'go na kolację! - powiedziała ciesząc się jak głupi do sera i wyszła z mojego pokoju. Zostawiła mnie w kompletnym osłupieniu. Założę się o wszystko że gdy będziemy jeść zakrztuszę się bułką, ochlapię sosem albo kichnę zupą

CZYTASZ = KOMENTUJ
Co się nie podoba? Co się podoba? Ktoś myśli już nad tym co się stanie na kolacji?
Enjoy!
Gif pochodzi stąd